poniedziałek, 23 stycznia 2012
obrona...

kolejny rozdział mojego życia za mną. W sobotę obroniłam się na studiach podyplomowych i oficjalnie zakończyłam semestr :)
zakończenie studiów uczciliśmy imprezą w pubie, oj działo się, działo...chyba aż za dużo. Wczoraj wróciłam do życia dopiero po 16, choć organizm jeszcze dziś się regeneruje...masakra...jeszcze dziś nie odzyskałam w pełni swoich naturalnych kolorów, ale daję radę.

w głowie standardowo mętlik, nic nowego...rozmyślam nad wszystkim, rozkładam na czynniki pierwsze, ale wciąż nie mogę zrozumieć tego wszystkiego. Może kiedyś to nastąpi, może jeszcze wszystko wróci do stanu sprzed tych wydarzeń.

Zawodowo będzie się działo, od lutego nowe stanowisko, nowe obowiązki, pewnie dostanę znowu w dupę, będę musiała dać z siebie więcej niż jestem w stanie, ale nie poddam się, muszę to zrobić, chcę to zrobić...on we mnie wierzył dając mi tą pracę, więc chcę pokazać, że zasłużyłam na zaufanie jakim mnie wtedy obdarzył. Ale nie będzie łatwo i wiem to...

13:17, proza.zycia , pracowo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 stycznia 2012
zmian cd....

projekt zakończony, od 19 grudnia 2011 roku odpoczywam, piszę raporty, sprawozdania, podsumowania, pracę kończąca na studia podyplomowe, chodzę na niezliczoną ilość spotkań, i robię kolejne kilometry moim służbowym autem...

wczoraj miałam ważne spotkanie dotyczące mojej przyszłości...już wiem, że złożone na rozmowie rekrutacyjnej obietnice na razie nie będą wdrożone w życie, ale nie jest źle, na kolejne zmiany zawsze będzie czas.
Panowie dali mi dobrą propozycję, stanowisko jest dobre, inne rzeczy też, część się nie zmieni...zmieni się znowu charakter mojej pracy, dużo będzie zależało bezpośrednio ode mnie...czy podołam? czas pokaże...będą mnie wspierać, ale wiem, że łatwo nie będzie. Choć to mnie akurat nie przeraża, bo ostatnie kilka miesięcy doskonale pokazało, że umiem ciężko pracować.

tylko na zmianę miasta zamieszkania nie jestem gotowa i nie wiem czy kiedyś będę...wiem, że nie wymagają tego ode mnie, ale pomysł, żebym prowadziła firmę z Wrocławia bardzo się im podoba...mnie na razie trochę mniej. Bo to by się wiązało z zostawieniem po 7 latach mojego życia i kolejnej przeprowadzce...chyba wolę na razie system wyjazdowy, mentalnie na zmianę życia nie jestem gotowa :( a co będzie później, to nie zależy tylko ode mnie...

14:42, proza.zycia , pracowo
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2012
najważniejsza jest....

...w życiu przyjaźń...

wiedziałam to zawsze, ale od 26 października przekonuję się o tym każdego dnia, na nowo...
choć czasami mamy się dość, wkurzamy się na siebie i mówimy sobie rzeczy, których tak naprawdę nie myślimy, to każda z nas 3 wie, że jest dla pozostałych najważniejsza, że jeśli jest taka potrzeba to wsiada się w samochód i wiezie się przyjaciółkę 700 km od domu, bo po prostu trzeba...bez zbędnych pytań i doszukiwania się sensu działania.

Życie nas ciężko doświadcza, mam wrażenie że zbyt ciężko, ale nie poddaję się, muszę walczyć dla niego, bo wiem, że jak wróci to będzie dumny z tego wszystkiego, co wydarzyło się w czasie jego nieobecności.
Za kilka dni znowu wyjazd, znowu tygodnie spędzone poza domem i to w dość ciężkim i nieprzychylny otoczeniu, przede mną rozmowa dotycząca mojej przyszłości w firmie, nie wiem czy jestem na nią gotowa, nie wiem czy dam radę siąść przed nimi i walczyć? nie wiem...w takim sytuacjach bardzo brakuje jj, bo on by mnie przez to przeprowadził, wsparłby mnie...ale nie ma go, i zaczynam wątpić w jego powrót.


poniedziałek, 26 grudnia 2011
błogo....prawie idealnie...

z życia wzięte...

...ciociu, ciociu, chcę pić! jebatki! i szynkę z jebkiem też chcę...

bezcenne...

z rzeczy mało istotnych: mój były narzeczony się rozwodzi...po zaledwie 4 latach małżeństwa...coż, dziewczyna w końcu zrozumiała dlaczego ja od niego odeszłam.
Minus tej sytuacji, niestety włączyły mi się wspomnienia, 5 lat temu spędzaliśmy ostatnie wspólne święta i sylwestra...nie docierało nic do niego, nie chciał wierzyć, że odchodzę, myślał że żartuje...a ja wtedy pierwszy raz w życiu zrobiłam to, co powiedziałam. Od tamtych wydarzeń mija 5 lat...nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy...



piątek, 16 grudnia 2011
wiem - nie wiem

życie mnie przerosło...

chyba...
sama nie wiem....

wiem na pewno czego nie chcę....
ale nie wiem z drugiej strony czego chcę....

tzn wiem czego chcę, ale wiem, że nie powinnam tego chcieć :(
i że raczej nie mogę tego mieć....
wszystko jest takie pogmatwane...

dni do końca projektu zostało mniej niż max liczba palców u jednej ręki, cieszę się...
bo...jesteśmy już tak blisko, bo do tej pory wszystko przebiegło zgodnie z planem, i głęboko wierzę, że te ostatnie dni również będą przebiegały bez większych zakłóceń, które nie wpłyną na ostateczny odbiór prac przez Zamawiającego...

pytanie tylko co dalej, jak to wszystko ma wyglądać...
od 9 stycznia 2012 roku - Wrocław...
ale co wcześniej, co później to na razie zagadka.
wiem, że muszę skończyć podyplomówkę, napisać pracę i się obronić, żeby mieć ten kolejny etap za sobą....

wiem, że chciałabym żeby moje życie prywatne wyglądało trochę inaczej, ale nie wiem jak to zmienić....

niedziela, 04 grudnia 2011
cudownie....

....cudownie jest wracać codziennie po pracy do domu, nawet jeśli jest to 22:00 i jedyne co można zrobić, to wziąć kąpiel i pójść do łóżka, do własnego, samodzielnie zakupionego i złożonego własnymi rękami :)

dochodzę do siebie powoli, codziennie sprzątam, rozkładam rzeczy, piorę, rozpakowuję walizki...i co? końca nie widać niestety. Ja nie wiem, czy to moje szafy się zmniejszyły, czy przez te 4 miesiące tak mi się zwartość garderoby rozrosła, ale mam problem z umieszczeniem wszystkiego w szafkach :)
na szczęście z większością się już uporałam, zostało mi przejrzenie papierów, dokończenie serii prań i pewnie znowu będę mogła się już pakować, bo w czwartek lecę do Wro na kilka spotkań i Wigilię firmową :) będzie fajnie, tylko kilku ważnych osób w moim życiu tam zabraknie...

weekend przebiega pod hasłem studiów, zostało mi jeszcze 2 zjazdy i napisanie pracy dyplomowej...muszę i chcę to zrobić, papierek zawsze się przyda.
wczoraj wybraliśmy się w dość wąskim gronie na kręgle i piwo. Pozwoliło mi to oderwać się od rzeczywistości i zapomnieć choć na chwilę o wszystkich problemach i kłopotach. Udało się :) dziś rano jednak przywitał mnie kac i mega ból głowy, cóż, najlepszym się zdarza, więc i mnie się dziś zdarzyło :)

jeszcze 1 godzina zajęć i koniec na dziś. Potem jedno spotkanie w pracy i wracam do domu, poleżeć może na kanapie i cudownie nic nie robić. Tęsknie za nic nie robieniem, za luksusem w postaci wolnego czasu, i robienie tego, na co człowiek ma ochotę, a nie że musi...

cudownie jest budzić się we własnym łóżku, cudownie mieć swoją łazienkę, cudownie jest być blisko M i mieć ją na wyciągnięcie ręki...cudownie jest mieć w perspektywie święta w domu...cudownie jest spędzić wieczór w towarzystwie innych ludzi, a nie ludzi z projektu...
jedynie nieobecność Chłopaka nie jest cudowna, ale mam nadzieje, że to się zmieni lada chwila...

welcome back :)

jestem od środy od 23:58 w domu :) przyjechałam cała i zdrowa, zmęczona ale szczęśliwa. Szczęśliwa tym, co wydarzyło się w ostatnich dniach w Poznaniu, i tym, że jestem w domu. Zmęczona wieloma nieprzespanymi nocami, drogą we mgle i w nocy, oraz po prostu tym wszystkim co dzieje się od wielu tygodni i miesięcy.

Po raz kolejny została zaskoczona przez kogoś, pozytywnie zaskoczona pod wieloma względami. Spędziłam z nim 2 dni i jedną noc. Po raz pierwszy od wydarzeń październikowych poczułam się bezpieczna i spokojna. Nie spodziewałam się, że będzie miał na mnie taki wpływ, że będę chciała spędzić z nim jeszcze więcej czasu. Niestety dla mnie musiałam wracać do stolicy. Dostałam buziaka na pożegnanie i "napisz jak dojedziesz, i uważaj na siebie..." Mała rzecz, a cieszy.

Jest też druga strona medalu, on nie jest ze stolicy :( to mnie martwi, ale nie spędza snu z powiek. Poza tym nie wiadomo czy coś w ogóle z tego będzie, może odległość zrobi swoje i rozejdziemy się w różne strony.

Mam natomiast problem z kolegą z projektu. Zakochał się biedaczek we mnie i widzę jak się męczy, a ja nie potrafię mu pomóc, bo nikt nikogo do miłości zmusić nie może ;( ale nawet mój szef ostatnio zauważył, że coś jest na rzeczy. Próbuje zagłaskać mnie na śmierć, pisze rano smsy, przyjeżdża rano, odwozi po pracy do domu, zabiera do kina i na kolację. Problem polega na tym, że ja traktuję go jako kolegę, a on chce czegoś więcej. Próbował ostatnio mnie pocałować, bleee...pomijam fakt, że nie jest to wolny człowiek, bo to nie mój problem, ale on mnie totalnie nie interesuje jako facet. Owszem jest inteligentny, i jak na faceta dość romantyczny, ale jest też nudny i w moim odczuciu w ogóle nie jest przystojny...ale kobieca próżność została zaspokojona i uwierzyłam znowu, że pomimo iż utracone wcześniej kg wróciły, mogę podobać się facetom :)

czwartek, 24 listopada 2011
przyszłość...

przede mną ostatni tydzień w Poznaniu, a właściwie 5 dni, padam ze zmęczenia, mało sypiam, dużo pracuję...ale obiecałam komuś że wytrzymam do końca, i tak właśnie będzie. Nie poddam się, za daleko zaszłam, żeby teraz zrezygnować.

nie jest łatwo, obawy związane z przyszłością przysłaniają czasami trzeźwe myślenie o teraźniejszości, nie wiem co robić, jaką podjąć decyzję, nie wiem czego chcę, nie wiem czego oni chcą...
czekam na wtorek, wtedy porozmawiam z nim, choć nie wiem, czy mu ufać czy wierzyć w to co mówi...

po moim poprzednim mailu milczał 2 dni...potem napisał, że jasne, że mogę mu ufać....ale czy na pewno? nie potrafię go rozgryźć, jest małomówny, ale słucha i pamięta takie rzeczy z naszych spotkań, które mnie już dawno umknęły i musiałam się go zapytać za którymś razem, o co mu chodzi...
dziwne maile, dziwne rozmowy pełne podtekstów nasuwają wiele niejasności, muszę to jakoś zweryfikować, i ten wtorek będę musiała dość dobrze wykorzystać.

w tym wszystkim brakuje mi jednego...wsparcia...zaufania kogoś bliskiego w zasięgu ręki, a nie setki kilometrów stąd...życie na wygnaniu jest bardzo ciężkie, ale świadomość bliskiego powrotu do domu dodaje sił.

styczeń we Wrocławiu jest bardzo realny, prawdopodobnie spędzę tam cały miesiąc, ale czy tylko miesiąc to się okaże już w trakcie. Z jednej strony przeraża mnie to, kolejny miesiąc poza domem, ale z drugiej strony będę miała jego pod ręką, i moją przyjaciółkę, i na pewno psychicznie nie będzie to już takie męczące.

jeszcze jedna sprawa spędza mi sen z powiek, skutecznie burzy mój spokój i poczucie bezpieczeństwa które do tej pory miałam. Wciąż zadaję sobie pytanie ile to jeszcze potrwa, kto jest prawdziwym przyjacielem, a kto tylko udaje? Myślę, że prędzej czy później wszystko się wyjaśni, a ja będę wspominała to z lekkim uśmiechem na moich ustach...

sobota, 12 listopada 2011
samotność

niby wciąż jestem wśród ludzi, a czuję się taka samotna...
ktoś mnie zawiódł, tak ciężko zrozumieć, że trzeba czasami się dopasować, że po raz kolejny ten ktoś nie znalazł dla mnie czasu, bo angielski, bo aerobik, bo sama nie wiem co...

jeszcze tylko miesiąc i 4 dni...co potem? nie wiem....

ON milczy, chyba się obraził za tego nocnego maila..a był taki niewinny, ot banalne pytanie: czy mogę Ci ufać??? ...cisza...cisza...wciąż cisza...od zadania pytania mija właśnie 22h... czy milczenie oznacza, że nie mogę mu ufać...dobrze wiedzieć, zmieniam swoje nastawienie...

czwartek, 03 listopada 2011
7 dni i nic....

to czekanie jest dobijające :( wciąż nie mam żadnych informacji, poza tymi, które pojawiają się w prasie...
po kilku nieprzespanych nocach, wylanych łzach i wypitym alkoholu udało mi się przespać jedną noc...masakra jakaś...w ciągu kilku dni wróciło zmęczenie na mojej twarzy, każdy pyta się co się dzieje, a ja mówię że wszystko w porządku.

niedziele spotkanie było ważne, przekonałam się, że mimo wszystko nie jestem sama, że nie zostaję na lodzie i może nie będzie to łatwe, ale trzeba to pociągnąć dalej. Jest wiele do zrobienia, trzeba działać i to szybko, siedzenie i użalanie się nad sobą niewiele tu pomoże.
podjęłam decyzję, że jeśli sytuacja będzie tego wymagała to jestem w stanie na początek przeprowadzić się do Wrocławia. Jeśli rozruch firmy będzie tego wymagał, to spakuję walizkę i wyjadę, aby potem wrócić...

boję się, wciąż i niezmiennie się boję, ale wiem też, że nadchodzące dni nie będą łatwe, mogą się przerodzić w tygodnie, miesiące, jeśli nie lata...ale wierzę, że dostanę od nich wsparcie, może to złudzenie...ale w coś muszę chwilowo wierzyć...Czas pokaże i to zweryfikuje, ale ja wiem, że ze swojej strony muszę i chcę zrobić wszystko, żeby sprostać ich oczekiwaniom, co wcale nie jest łatwe...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25