| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
O autorze
poniedziałek, 26 grudnia 2016
2016 :)
ten rok był wyjątkowy jeśli chodzi o spędzanie czasu.
pokuszę się o wyliczenie wszystkich wyjazdów i atrakcji prywatnych w kolejności chronologicznej. Wyjazdów służbowych nawet nie liczę, bo nie dam rady, było ich mnóstwo w tym roku.
styczeń - SPA z przyjaciółką
luty - wyjazd do Szczyrku
kwiecień - koncert Ani Dąbrowskiej
maj - SPA z przyjaciółką, wyjazd do Norwegii
czerwiec - wyjazd do Londynu, koncert IMANY
sierpień - Chorwacja
wrzesień - wyjazd nad polskie morze
listopad - koncert Brodki i Meli Koteluk
grudzień - koncert Ani Dąbrowskiej (raz jeszcze)

to był dla mnie naprawdę intensywny rok. Wypadek ojca, praca, zmiany, R....
nie zamierzam się poddawać i kolejny rok też chcę przeżyć intensywnie.
Plany już nawet wstępne są, ale zobaczymy jak pójdzie z realizacją, dużo zależy od możliwości finansowych oraz od tego, czy będę miała towarzystwo :)

18:13, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
rozrachunki
święta, święta i po świętach. Kolejna gwiazdka za mną, kolejne życzenia męża/faceta/narzeczonego. Kolejne zmagania z własnymi demonami...

podczas świąt przeczytałam w jednym z kobiecych magazynów dobry (dla mnie) artykuł o rozstaniach, a właściwie braku pogodzenia się z rozstaniem.
Kobieta po rozstaniu przechodzi przez różne etapy: wyparcia, żałoby, pogodzenia się z rzeczywistością. Mnie wydawało się, że jestem już w tym ostatnim etapie, ale po przeczytaniu tego artykułu mam wrażenie że jednak wyparcie wciąż jest u mnie aktualne. A nie chcę już tego. Chcę etap "po". Bez tego nie będę w stanie zbudować innego związku. Podobno im dłużej będę tkwiła w złym miejscu, tym trudniej przejść do kolejnego etapu.
Postanowiłam, że ominę etap żałoby, bo chyba jednak nie wycisnę już z siebie łez. Ale chcę iść do kolejnego etapu, chcę zacząć życie od nowa.
Co zamierzam? Nie odpisywać na jego (ewentualne) maile/smsy/inne próby kontaktu. Może da mu to do zrozumienia, może choć przez chwilę poczuje się, jak ja kiedy on milczy. Nie chodzi mi o zemstę. Chodzi mi o pozostawienie za sobą przeszłości.
Spakuję resztę jego rzeczy, zgram zdjęcia na pendriva i schowam wszystko do pudełka, a pudełko ukryję głęboko na dnie szafy.
To musi się w końcu skończyć. Nie dam rady tak dłużej. Zwariuje jeśli on znowu zagra mi na emocjach i uczuciach.

Tekst z filmu HOLIDAY bardzo mnie zmotywował: Singielka po 30 prędzej zostanie ofiarą terrorysty niż wyjdzie za mąż :)

18:03, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 września 2016
daję radę mimo wszystko
Ostatnie 3 miesiące dały mi potężnie w kość.
W pracy kosmos, ciągle wyjazdy, delegacje, a potem nadrabianie wszystkiego w weekendy. Lubię czasami wyrwać się gdzieś w służbową podróż, nie być w biurze, nie oglądać tych wszystkich ludzi i ich twarzy. Ale kiedy więcej czasu spędzam w podróży, obcych miejscach niż za własnym biurkiem to nawet za tym można się stęsknić.
Przede mną pierwszy pełny tydzień od wielu tygodniu, w którym co dziennie będę w biurze :) nie sądziłam, że będę się z tego powodu cieszyć.

w domu też wyjątkowo słabo. Ojciec postanowił dostarczyć nam kłopotów i spadł w lipcu z drabiny. Połamał kręgi i nogę. Spędził wiele tygodniu w szpitalu, a na tym jeszcze nie koniec. Tyle zamieszania z tym wszystkim, że ryczeć chciało mi się po nocach. Od lipca aż do teraz nie spędziłam żadnego weekendu w swoim domu, bo ciągle jeździłam do mamy. Teraz czeka go długa rehabilitacja i na kręgosłup i na stopę, jak tylko zdejmą mu gips i wyjmą śruby :(

Bogu dzięki, że mimo tego wszystkiego udało mi się pójść na długo oczekiwany urlop. Tydzień na pięknej, oddalonej o setki km od Polski chorwackiej wyspie dał mi szansę na złapanie dystansu i oderwanie się chociaż od spraw zawodowych. Fajne miejsce, fajne towarzystwo i niczym nie zakłócony spokój. Przystojny instruktor nurkowania. Jego równie przystojny brat. Była nawet chorwacka dyskoteka. Nocne pływanie łodzią po morzu, kąpiel. Picie wina nad brzegiem morza, trochę romantyzmu wkradło się w moje życie.... Działo się. Poczułam się przez chwilę jak nastolatka na pierwszych wakacjach poza domem. Bawiłam się świetnie. Będę długo pamiętać o tym miejscu i ludziach, których tam poznałam.

A w tym wszystkim cały czas był R. Ze swoim rozkładającym mnie na łopatki głosem, uśmiechem, spojrzeniem, dotykiem, zapachem. No nie daję rady z nim ciągle. Nasze spotkanie w maju było bez sensu. Nic nie wniosło, poza tym że moja tęsknota się wzmogła. Pisaliśmy do siebie od tamtej pory. Obudziła się w mnie nadzieja. Ale on znowu mnie zawiódł. Znowu się ze mną umówił i mnie wystawił. Znowu boli jak cholera. Chyba mniej boli jak ktoś umiera, i wiesz, że nie ma go z Tobą dlatego że nie może, a nie dlatego że nie chce. Łatwiej uporać się z bólem. Nic go nie podsyca. Ten ktoś nie napisze Ci nagle, że tęskni, myśli... Nie umówi się z Tobą na spotkanie w środku Polski, a potem je odwoła. Boli cholernie bo wiem, że on tam gdzieś jest, układa sobie życie... życie w którym nie ma mnie. Bo on tak zdecydował. Bo nie chciał mnie w nim. A jednocześnie nie pozwala mi odejść. Wraca w mailach i smsach, rzadko w rozmowach. Jego obraz jest wciąż żywy w moim sercu. Muszę być silna. Pokazać mu, że daję radę bez niego. Nie pisać, nie dzwonić, wywalić zdjęcia i wszystkie te piękne maile i wiadomości które do mnie pisał. Po prostu muszę dać radę wywalić go ze swojego życia....

23:43, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 lipca 2016
rysa na szkle
moja szefowa przeszła samą siebie.
wypowiedzenia co prawda jeszcze nie złożyłam, ale pracy szukam.
po wszystkich akcjach jakie zgotowała i  mnie i reszcie zespołu ja pękłam i nie chcę już z nią pracować.
oczywiście że bym wolała żeby to ona odeszła, ale na to raczej się nie zapowiada.
za bardzo szanuję siebie i znam swoją wartość, żeby dalej znosić jej humory, emocje, upokorzenia, pomiatanie ludźmi. Nie wiem skąd w niej tyle złych emocji, ale to raczej już jednostka chorobowa. Normalne to nie jest.
jest jedna pozytywna rzecz płynąca z tego całego zamieszania - w końcu, po raz pierwszy w całym swoim zawodowym życiu czuję że pracuję w zespole, że mam fajnych ludzi, na których mogę polegać.
choć w obliczu wyzwania jakie mogą przed nimi stanąć, pewnie jeszcze pewne rzeczy zostaną zweryfikowane.
Tymczasem szukam pracy, wysyłam cv, rozsyłam do znajomych, może ktoś coś gdzieś....
żal będzie odchodzić z samej firmy, ale dziś sytuacja wygląda tak, że albo ona albo ja....

planowanie urlopu wciąż trwa. Już się wydawało że po sobotnim spotkaniu mamy i miejsce i termin, ale właśnie się okazało że w tym czasie już 2 inne osoby z działu mają urlop. Szlag by to trafił, ale nie sądzę, żeby teraz szefowa mi podpisała urlop w tym terminie.
22:23, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2016
I pórocze 2016 :)
extra tydzień za mną, 4 dni w Londynie. Prywatnie. Choć udało mi się mieć nocleg za darmo :) zwiedziłam to co mogłam i to co chciałam. Spotkałam się też z koleżanką. Przeszłam pieszo prawie 50 km. Zwiedzałam, mokłam (angielska pogoda nie rozpieszczała), robiłam zdjęcia, spędzałam dni samotnie, dopiero wieczorami miałam towarzystwo. Ale nie żałuję, było super. Było intensywnie przez cały czas. Uwielbiam podróżować, zwiedzać, oglądać, jeść lokalne jedzenie i pić lokalny alkohol. Nie zgubiłam się, nikt mnie nie porwał, nie zaczepiał, nuda :)

a wczoraj byliśmy z przyjaciółmi na koncercie IMANY. Towarzystwo przednie, uśmialiśmy się jeszcze zanim wsiedliśmy do taksówki. Fajny klimat, fajni ludzie, naprawdę warto było.

Pierwsza połowa roku zgodnie z moim założeniem, że nie będę leżeć na kanapie i płakać za R., była mega intensywna: 2 x SPA, 2 x koncert, 2 x wyjazd zagraniczny. Naprawdę nie pamiętam, żebym miała taki fajny rok. A ile jeszcze przede mną. Chcemy z dziewczynami na jesieni pojechać do Pragi :) ja wciąż mam cichą nadzieję, na jakiś fajny dłuższy (niż 3-4 dni) urlop gdzieś w ciepłych krajach. Może jeszcze SPA :)
Zobaczymy na ile starczy kasy i urlopu :)
No i czy odpowiednie towarzystwo będzie.
19:55, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 05 czerwca 2016
głowa wywietrzona
super weekend za mną.
Nie obyło się bez myślenia o R. ale czasu miałam mało.

Można nawet powiedzieć perfect weekend:
dzień 1 - sobota czyli imieniny kota
rower przed południem, a potem wycieczka autobusem z siostrzeńcami, kino i popcorn, lody w macu, znowu autobus, bajki, kolacja, czytanie książek...te dwie małe istotki sprawiają, że się uśmiecham mimowolnie.

dzień 2 - niedziela
znowu rower, jeszcze dłuższa wyprawa niż wczoraj, potem leniwe czytanie książki, obiadek, kino (bez popcornu), gotowanie, a na koniec malowanie paznokci :)
myślenie o R. też oczywiście było, taki obowiązkowy punkt każdego dnia....

przede mną bardzo pracowity tydzień, a potem kilka dni w Londynie i spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką :)
będzie fajnie.
nie byłam jeszcze w tym mieście.

myślę ciągle o urlopie.
nie wiem co z tym wszystkim zrobić.
może znowu Norwegia, tym razem na dłużej?
jeśli w lipcu kolega Norweg pojawi się w Polsce, to kto wie jak się losy potoczą, dam się ponieść emocjom, dam się ponieść chwili....

21:27, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 02 czerwca 2016
pożegnanie
ostatnie 2 tygodnie zleciały mi nie wiadomo kiedy.
dużo się działo.
zarówno w pracy jak i życiu prywatnym.

Szefowa doprowadziła mnie jednak do granicy wytrzymałości i Bóg mi świadkiem że tylko reszta zdrowego rozsądku powstrzymała mnie od złożenia wypowiedzenia. Bóg i parę bliskich osób. Zafundowała mi taką jazdę, że żygałam w domu z nerwów i przez 3 dni nic nie jadłam. Zarwane noce, podkrążone oczy. Bilans wychodzi słabo.

Po drugie widziałam się z R. Tak, napisałam do niego. Jestem beznadziejna i słaba. Ale dzięki temu pożegnałam się z nim, wyjaśniłam parę rzeczy, które siedziały we mnie bardzo głęboko.
Dalej boli jak cholera, ale chyba mogę zamknąć ten rozdział za sobą.
Dobrze było przez te kilka godzin mieć go koło siebie, patrzeć na niego, słuchać go, czuć jego zapach, dotyk. Cudnie było zatopić się w jego ramionach. Móc go całować i przytulać.
A potem się rozstać. Na zawsze już. Boli jak cholera. Ale nie ma innej opcji. Nic się już nie zmieni.
Strasznie mi smutno, tęsknie za nim maksymalnie. Wciąż go kocham. Ale nas już nie ma i nie wiem co by się musiało wydarzyć, żeby to się zmieniło. Nie wypłakałam tego z siebie jeszcze. Nie wiem kiedy to zrobię, nie mam na razie w sobie siły na to....

Drugi długi weekend majowy spędziłam z przyjaciółmi w Norwegii. Polecieliśmy w środę po pracy. Po wylądowaniu SZOK, godzina 22 a jak widno. Godz 23 a tam dalej widno.... Jednak nic nie wiem o tym kraju.
Spędziliśmy tam czas do niedzieli, zobaczyliśmy kawałek Oslo, niby norweskie fiordy, bo te prawdziwe to daleko na północy. Poznałam fantastycznych ludzi, w tym pewnego przystojnego Norwega. I tu ważne! Singla. Co prawda z przeszłością w postaci dwóch córek, ale chyba już nie oczekuję że facet którego poznam będzie sam.
Przystojny, wysoki, fajnie zbudowany. Wpadliśmy sobie w oko. Dobrze się bawiliśmy, fajnie się gadało, niezłe flow ogólnie ;) wszyscy nieźle się wstawiliśmy. Sąsiedzi znajomych u których się zatrzymaliśmy na pewno mieli nas dosyć. 
Następnego wieczoru też przyjechał, pogadaliśmy, pouśmiechaliśmy się, poprosił mnie o nr telefonu, na koniec dostałam buziaka. Ma podobno przyjechać do Polski w lipcu, zobaczymy. Popisał parę smsów i na razie koniec.
To są te nieliczne chwile kiedy wierzę, że mogę się podobać facetom. Że nie jest ze mną tak źle.... ale co z tego, jak moje serce jest zajęte i musiałby się taki Norweg naprawdę dobrze postarać :)

21:01, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 maja 2016
ciekawy dzień
dziś znowu mały wpierdziel od szefowej.
co miesięczna dla dyrektorów mnie wykańcza. Zawsze jest tak samo. Zawsze mogłam więcej, lepiej, szybciej. Zawsze ma wątpliwości co do danych na slajdach. Zawsze ma jakieś ale.
Jak kiedyś będę składać wypowiedzenie i ktoś zapyta się mnie o powód, to ta prezentacja będzie idealnym powodem. Dziś już nawet moje dziewczyny się pytały jak to znoszę i czy jeszcze żyję.
a ja nie dość że akurat zmagam się z mega miesiączką, to nie mam w domu wody i czuję się średnio. Poza tym przywiozłam od ortodonty nowe nakładki retencyjne w których mam funkcjonować przez najbliższe tygodnie jak nie miesiące. I seplenię :)

na koncie brak kasy. Jakoś mnie wyjazdy wszystkie lekko spłukały. A koszty na pewno się jeszcze pojawią. Nie wiem jak ja sobie to wyobrażałam że dam radę w ciągu dwóch miesięcy wyjechać 3 razy. Co prawda to tylko kilkudniowe wyjazdy, ale jednak okazuje się że kosztują :)
no szok.



20:59, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 maja 2016
26
26 dni milczenia.
daję radę, choć tęsknię maksymalnie.
w piątek wracając z gdańska czytałam nasze maile.
tak chyba upewniam się co jakiś czas, że to nie był sen. że to wszystko wydarzyło się naprawdę.
i wygląda na to, że się wydarzyło, że nawet uszczypnięcie nie spowoduje że R. zniknie.
A szkoda.... życie byłoby prostsze gdyby on nie pojawił się nigdy w moim życiu.

w piątek będą jego urodziny. Postanowiłam nie składać mu życzeń. Taki wewnętrzny manifest.
Chciałabym już nigdy do niego się nie odzywać.
Żeby zniknął.
Żeby nic nas już nie łączyło.

19:44, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
niedziela pracująca
właściwie to miałam to zrobić wczoraj, ale pogoda nie dopisała i dopiero dziś udało mi się w końcu umyć okna i zamknąć etap wiosennego sprzątania.
potrzebowałam tego.
dobrze mi to zrobiło, lepiej się czuje.
perfekcyjną panią domu nie byłam i nie będę. marzy mi się pani do sprzątania, ale wstydzę się, bo mam dość małe mieszkanie i pewnie wywołałaby to uśmiech na niejednej twarzy.
więc ogarniam sama i wychodzi mi to różnie. W zależności od moich chęci i czasu.

wczoraj pracowałam. Piątkowy wyjazd do Gdańska rozbił mi trochę tydzień pracy i musiałam nadrobić, żeby jutro w terminie oddać  mojej szefowej prezentację na zbliżające się spotkanie dyrektorów.
kino też było, bo ostatnio się zaniedbałam, jednak w zimie jakoś łatwiej się mobilizowałam i szłam, a teraz trochę mi szkoda dnia...
dziś był też rower :) tylko 13km. ale wiało tak strasznie, ciężko było jechać, więc i frajdy nie było. Może nadrobię w ciągu tygodnia. Albo w następny weekend.

Przede mną parę fajnych wyjazdów, krótkich - kilkudniowych. Tylko planów urlopowych konkretnych wciąż brak.
Nie umiem się dogadać z Gamoniami co do wyjazdu. Ale chyba też nie do końca mam chęć. Nie wiem co będę robiła. Może znowu nic. Przecież mnie nie zmusi nikt do pójścia na urlop. Bo niby jak?

marzą mi się wakacje we dwoje. Nigdy na takich nie byłam. Wstyd się przyznać. Mam 35 lat, a nie byłam na prawdziwych wakacjach z facetem. w tym roku chyba też tego nie nadrobię.

19:39, proza.zycia
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33